czwartek, 26 kwietnia 2012

Jak zawsze zakręcony...


Pisane o 12:00 na lotnisku we Frankfurcie, tyle że bez internetów, to dopiero teraz wrzucam.

Raptem 5 godzin od ostatniego słowa ode mnie, a już prawie góry ruszałem. Jak zawsze zakręcony – myślałem że lot GDN-FRA mam o 10 z hakiem. No jednak nie, jest o 8.

W cache przeglądarki jeszcze się magiczny widok ostał

Na szczęście chwile po ostatnim wpisie otworzyłem stronę lotniska gdańskiego żeby zobaczyć o której to dokładnie boarding jest, a tam jak byk, że za pół godziny niecałe. Biegiem na dół, ojca ruszyć i jedziemy. Na check-inie byłem już na final callu, a nie dość że to, dostałem na dodatek ostatnie wolne miejsce (pamiętają jak pisałem – lecę jeśli mogę?). No, cudem się udało. Po części dlatego, że mnie już tutaj rozpoznają na terminalu i z daleka już witają. Bagaż mam nadany aż do Meksyku, a i boarding card na FRA-MEX też już sobie tutaj załatwiłem (i miejsc jest ponoć bardzo dużo wolnych), więc teraz już nie przewiduję żadnych problemów. Nooo, ale wcześniej też nie przewidywałem ;x

A godzina 10 wzięła mi się z tego, że między 6 a 15 z Rębiechowa lecą 2 loty do FRA i 2 do MUC, a że ostatnio *dużo* latałem każdym z nich, to wszystko mi się pomieszało. Teraz już będę pamiętał :P

13:25 boarding do samolotu (B747 :D) i ponad 11 godzin w powietrzu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz