Pisane o 12:00 na lotnisku we Frankfurcie, tyle że bez internetów, to dopiero teraz wrzucam.
Raptem 5 godzin od ostatniego słowa ode mnie, a już prawie
góry ruszałem. Jak zawsze zakręcony – myślałem że lot GDN-FRA mam o 10 z
hakiem. No jednak nie, jest o 8.
![]() |
| W cache przeglądarki jeszcze się magiczny widok ostał |
Na szczęście chwile po ostatnim wpisie
otworzyłem stronę lotniska gdańskiego żeby zobaczyć o której to dokładnie
boarding jest, a tam jak byk, że za pół godziny niecałe. Biegiem na dół, ojca
ruszyć i jedziemy. Na check-inie byłem już na final callu, a nie dość że to,
dostałem na dodatek ostatnie wolne miejsce (pamiętają jak pisałem – lecę jeśli
mogę?). No, cudem się udało. Po części dlatego, że mnie już tutaj rozpoznają na
terminalu i z daleka już witają. Bagaż mam nadany aż do Meksyku, a i boarding
card na FRA-MEX też już sobie tutaj załatwiłem (i miejsc jest ponoć bardzo dużo
wolnych), więc teraz już nie przewiduję żadnych problemów. Nooo, ale wcześniej
też nie przewidywałem ;x
A godzina 10 wzięła mi się z tego, że między 6 a 15 z
Rębiechowa lecą 2 loty do FRA i 2 do MUC, a że ostatnio *dużo* latałem każdym z
nich, to wszystko mi się pomieszało. Teraz już będę pamiętał :P
13:25 boarding do samolotu (B747 :D) i ponad 11 godzin w
powietrzu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz